niedziela, 29 kwietnia 2012

Tiramisù


Mówili mi, że fajna ta nasza dieta.. I że desery dobre. A potem ze smutkiem dodawiali "ale triamisù to już nam teraz nie zrobisz".. Bo tiramisu to zawsze był mój popisowy deser, bardzo lubiany przez gości..

Rzeczywiście-  biszkopty, amaretto, kawa, tłusty krem- to zestawienie nie brzmi zbyt montignacowo.. Ale po przemyśleniu sprawy- da się!

Najpierw upiekłam biszkopt- ten sam, co na makowca
  • 110 g zmielonych migdałów;
  • 70 g fruktozy;
  • 4 jajka podzielone na białko i żółtko;
  • 1 całe jajko.
4 żółtka ubić z fruktozą aż zgęstnieją. Dodać zmielone migdały i całe jajko. Ubić białka i połączyć delikatnie z masą. Wlać do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadratowa 24x24cm), piec do zezłocenia- jak na zdjęciu. Po wystudzeniu wycinamy z niego pożądane kształty.


Pewnie zastanawiacie się, czemu u mnie wszystko takie kwadratowe. Cóż, mam kwadratowe talerzyki, lubię symetrię i mam (na razie) jeden kształt pierścieni. Jest to super rozwiązanie do przygotowywania pojedynczych porcji - można w nich piec, chłodzić, mrozić, można nimi wycinać, a gotowe porcje wyjmuje się łatwo dzięki specjalnej wypychaczce.


Można oczywiście tiramisù  zrobić w dużym naczyniu. Jak się porządnie zrobi krem, to pociąć je na porcje to żaden problem.
Zaparzamy szklankę bezkofeinowej, mocnej kawy, (nie-ortodoksi zaparzają normalną kawę, w końcu tiramisù  ma być na przebudzenie), dodajemy kilka kropel ekstraktu migdałowego i nasączamy pierwszą warstwę biszkoptów. Przygotowujemy krem:
  • 4 żółtka;
  • 5 łyżek fruktozy
  • 500g serka mascarpone;
  • 2 białka.
Żółtka ubić z cukrem. Ubijanie musi być jak najkrótsze, aby wytworzyło się możliwie mało pęcherzyków powietrza. Mascarpone dokładnie wymieszać z żółtkami (tu można porządnie przymiksować), a potem, bardzo delikatnie z pianą. Mocne miksowanie 1 i 3 etapu to najczestszy błąd przy wykonywaniu tiramisù - dużo powietrza spowoduje to, ze tiramisù stanie się bardzo rzadkie i po wyjęciu z naczynia się nam rozpłynie.

Krem nakładamy na nasączone biszkopty, wyrównujemy, posypujemy (przez sitko) warstwą kakao. Układamy kolejną warstwę biszkoptów, nasączamy kawą i znowu krem i kakao.  Tiramisù  najlepiej zrobić dzień przed podaniem- smakuje obłędnie jak postoi przez noc w lodówce.


Migdałowe biszkopty świetnie nasączają się kawą, według mnie lepiej niż tradycyjne długie biszkopty, które po nasączeniu często tracą kształt i stabilność. Tiramisù  na biszkoptach migdałowych spokojnie można było chwycić i podnieść. No i ten smak.. Polecam!

Sałatka warzywna


Dawno nie było czegoś z majonezem ;) Już nadrabiam- substytut tradycyjnej sałatki warzywnej, która gości chyba na każdym polskim stole. Dla nas niedozwolona - gotowane ziemniaki i marchew wymieszane z tłuszczem- gorszego połączenia być nie może.

U mnie głównym składnikiem sałatki był gotowany topinambur. Na Wikipedii czytamy:

Bulwy topinamburu są wartościowym składnikiem diety diabetyków i osób po chemioterapii. Inulina pomaga w normalizowaniu glikemii, a razem z pektynami i błonnikiem pomaga w oczyszczaniu organizmu wiążąc szkodliwe związki i przyśpieszając ich wydalanie poprzez pobudzanie ruchów jelit. Dzięki temu też bulwy mogą pomagać też przy zaparciach. Mają poza tym działać jako immunostymulator, osłonowo na wątrobę i zapobiegać zakażeniom dróg moczowych. W lecznictwie ludowym topinambur wykorzystywany był także przy cukrzycy, otyłości, chorobach układu krążenia oraz reumatyzmie. Analizy dowodów naukowych przeprowadzane przez ekspertów na prośbę Komisji Europejskiej nie dały potwierdzenia dla przypisywanego topinamburowi korzystnego działania na mikroflorę jelit, ułatwiania utrzymania masy ciała oraz zmniejszania stężenia laktozy – istotnego przy nietolerancji tego cukru. Opublikowane zostały natomiast doniesienia o działaniu cytotoksycznym na dwie linie komórkowe raka sutka seskwiterpenów laktonowych wyizolowanych ze słonecznika bulwiastego oraz działaniu przeciwnowotworowym białek wyizolowanych z bulw. 


Jak zwykle- internet jest pełen sprzecznych informacji na temat tych bulw. Oficjalna strona montignac.com podaje, że topinambur ma indeks glikemiczny 50 (!), chociaż według innych badań roślina ta obniża stężenie glukozy we krwi. Inne strony podają, że jego indeks glikemiczny to 15, a ładunek glikemiczny 2. 

Także, weźcie pod uwagę, że za zakwalifikowałam go do grupy niskiego indeksu glikemicznego, gdzie połączenie z tłuszczem jest dozwolone. Potrzebować będziemy:
  • 4 ugotowane na twardo jajka;
  • 4 bulwy topinamburu;
  • 4 duże ogórki kiszone;
  • 0,5kg pieczarek,
  • 1 dużą cebulę;
  • sól, pieprz;
  • 1-2 łyżki majonezu na oliwie (bez cukru).
Pieczarki i cebule obieramy, kroimy w kostkę i podsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. Pod koniec smażenia solimy do smaku. Nieobrany topinabur gotujemy w lekko osolonej wodzie aż będzie można w niego wbić widelec (raczej długo się na to czeka, zdecydowanie dłużej, niż ziemniaki w mundurkach). Wyjmujemy z wody i po wystygnięciu obieramy. 
Topinambur, jajka i ogórki kiszone kroimy w kostkę. Dorzucamy przestudzone pieczarki z cebulą, majonez, doprawiamy solą i pieprzem do smaku. I gotowe.
Topinambur doskonale zastępuje marchewkę i ziemniaka. Ugotowany i obrany wygląda jak ciemny ziemniak, w smaku jest lekko słodkawy, jak marchewka w sałatce. Mojemu sałatkowemu potworowi bardzo smakowało. ;)

Opcjonalnie dorzucić mozna również ciecierzyce z puszki, według mnie jednak sałatka od tego robi się "cięższa", taka bardziej mączna. Jak tradycyjna sałatka od groszku. Można też dodać gotowanej pietruszki (indeks glikemiczny 15), u mnie niestety tego warzywa w sklepach nie ma! Kwestia smaku- spróbujcie rożnych wersji!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Czekoladowa rolada z bitą śmietaną i malinami


Zadowolona z efektu tworzenia makowca postanowiłam zawinąć następną roladę. Tym razem zaczarowały mnie maliny i smak na wuzetkę. Przepis na biszkopt jest prawie taki sam jak w makowcu, tyle że część migdałów zastąpiłam kakao.
  • 90 g zmielonych migdałów;
  • 20 g kakao;
  • 70 g fruktozy;
  • 4 jajka podzielone na białko i żółtko;
  • 1 całe jajko.
4 żółtka ubić z fruktozą aż zgęstnieją. Dodać całe jajko, zmielone migdały i kakao. Ubić białka i połączyć delikatnie z masą. Wlać do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadratowa 24x24cm), piec w 180°C około 20 minut - sprawdzając patyczkiem, czy ciasto jest już suche w środku.

Gorący biszkopt wyjąć z formy na ściereczkę do góry spodem, zdjąć papier i przykryć ściereczką. Odstawić do wystygnięcia.

W tym czasie przygotowujemy krem:
  • 0,2 l śmietanki tortowej (kremówki);
  • 0,5 g agar-agar;
  • 2 łyżki fruktozy (opcjonalnie);
  • +/- 6 łyżek mleka.
Agar-agar i fruktozę rozpuścić w gorącym mleku. Mleka powinno być jak najmniej, ale tyle, żeby zawartość miała się w czym rozpuścić. Kremówkę ubijamy, w ostatniej fazie przed zgęstnieniem dodając mleko z agar-agar i fruktozą. Dorzucanie fruktozy możemy pominąć, jeśli maliny są bardzo słodkie.
Przestygnięte ciasto lekko skrapiamy wodą z małą ilością rumu, żeby nie pękało przy zwijaniu. Użyłam w tym celu spryskiwacza, bo zbyt mocne nasączenie biszkoptu też utrudniłoby zawijanie. Jak płyn wsiąknie smarujemy ciasto bitą śmietaną, układamy maliny i zawijamy pomagając sobie ściereczką. I gotowe!


Agar-agar ustabilizował pięknie śmietanę- przez noc w lodówce nic się nie rozpłynęło. Osoby testujące ciasto chwaliły odpowiednią słodkość- z malinami lekko słodka bita śmietana zagrała doskonale. Do tego stopnia, że ja oprócz kawałka z brzegu (takiego najbiedniejszego kawałka!) na drugi już się nie załapałam.

niedziela, 22 kwietnia 2012

"Lasagne" z cukinią


Właściwie nie powinnam tego nazywać lasagne, bo lasagne to makaron, a makaronu w mojej potrawie nie ma. Ale nazwa przyjęła się również dla całego dania, więc- czemu nie? ;)

Sos przygotowuję w większych ilościach i mrożę- nadaje się do wielu potraw. A jak już sos się ma gotowy to przygotowanie lasagne, czy nadziewanych warzyw, to dosłownie minutka.

Na sos potrzebować będziemy:
  • 0,5 kg mielonego mięsa ( miks wołowiny i wieprzowiny);
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę;
  • 1 puszka obranych pomidorów w zalewie, całych lub w kostce;
  • 2 koncentraty pomidorowe;
  • sól, przyprawy: cebula, ostra papryka, bazylia.
Wrzucamy wszystkie składniki do garnka i zagotowujemy, często mieszając. Gotujemy do momentu aż sos będzie dość gęsty, inaczej lasagne nie będzie chciało się trzymać w pionie. W przeszłości, gdy takie sosy jadaliśmy z makaronem, zamiast koncentratów dawałam passatę- do tej potrawy pasatta się nie nadaje, chyba, że chcecie stać nad garnkiem godzinami ją odparowując. Stąd- koncentrat.

Dodatkowo potrzebować będziemy:
  • 2 cukinie;
  • oliwę;
  • sól;
  • mieszankę serów (u mnie Parmezan, Gouda, i Rigattelo);
  • odrobinę gałki muszkatołowej.
Cukinie kroimy wzdłuż na plastry o grubości 4-5mm. Kładziemy je na wyłożonej folią aluminiowej, lekko skrapiając oliwą z obu stron. Solimy i pieczemy w 180° przez około 20 minut uważając, żeby ich nie przypalić.


Potem trzeba bardzo uważać, żeby nie zjeść samej cukinii przed przygotowaniem lasagne, bo taka prosto z piekarnika, lekko przypieczona cukinia jest przepyszna. Jeśli jest taka potrzeba odsączamy ją ręcznikiem papierowym z nadmiaru wilgoci. Następnie układamy plastry w naczyniu żaroodpornym, posypujemy tartym serem  z odrobiną gałki muszkatołowej, na to kładziemy warstwę sosu mięsnego i znowu mieszanka serów, żeby konstrukcja się trzymała. Powtarzamy tą czynność do pożądanej wysokości. Ostatnią warstwą powinna być cukinia posypana serem. Pieczemy całość w piekarniku w 180° jakieś 20-30 minut- wszystkie składniki są już praktycznie gotowe, chodzi tylko o to, żeby połączyły się w całość.

Lasagne na zdjęciu przygotowana była w specjalnym 1-porcjowym pierścieniu. Plusem takiego pieczenia jest to, że nadmiar wilgoci wycieka sobie delikatnie dołem i porcja trzyma się pionowo. Wersja w naczyniu żaroodpornym była zdecydowanie bardziej płynna i nie bardzo chciała się zachowywać jak ciasto ;) Wiec jeśli przygotowujecie lasagne w naczyniu żaroodpornym to polecam bardzo zredukować sos i nie robić zbyt wysokich warstw mięsa- lepiej zrobić więcej płaskich warstewek ;).

sobota, 21 kwietnia 2012

Pesto

                                                                                                                                           English version        

Montignacowe pesto jest.. zwykłym pesto. Wszystkie oryginalne składniki są dozwolone! Niektórzy mówią, że żeby pesto było idealne trzeba składniki siekać nożem, żeby zachować "chropowatą" strukturę sosu, u mnie w ruch poszła przystawka do blendera, bo potrzebowałam gładką wersje do dekoracji takim przyrządem. Przepis to prościzna, wiec zdecydowanie polecam robienie domowego pesto,  bo kupując w sklepie można się nieźle naciąć. Ziemniaki!?

Potrzebować będziemy:
  • pęczek bazylii;
  • 2 ząbki czosnku;
  • pół szklanki orzeszków piniowych;
  • pół szklanki świeżo startego parmezanu;
  • +/- pół szklanki oliwy;
  • ewentualnie sól.
Listki umytej bazylii (bez łodyżek), przeciśnięty przez praskę czosnek, orzeszki piniowe i starty parmezan wrzucamy do przystawki i rozdrabniamy. Stopniowo dolewamy oliwę do pożądanej, kremowej konsystencji. Nawet jeśli doleje się tej oliwy za dużo, to ona z pesto po jakimś czasie "wyjdzie" na powierzchnię. Ewentualnie dodajemy soli, choć może okazać się to zbędne, bo parmezan jest dość słonym serem.

Jeśli macie możliwość to parmezan kupcie w kawałku- te proszkowe w sklepach to zdecydowanie nie to samo. Byłam w wielu miejscach, gdzie produkuje się parmezan i do tych paczkowanych tartych wersji trafiają sery, które nie przechodzą kontroli jakości przeprowadzanej przez serowe konsorcjum ;)


Pesto podajemy wyłącznie do posiłków tłuszczowych, bo są w nim orzeszki piniowe i parmezan. Cudownie smakuje z warzywami. Tu podane do warzywnej lasagne (cukinia, oberżyna, pomidor i mozzarrella di bufala). Ci, co nie lubią bazylii mogą zrobić inną wariacje pesto- z rukolą. Też pyszne!

czwartek, 19 kwietnia 2012

Jubileuszowo



Troszkę wcześniej, ale obawiam się, że w jubileusz właściwy nie będę mieć czasu na pisanie. Niedługo minie nam rok "na diecie"- zaczęliśmy po ubiegłorocznych świętach Wielkanocy. Kilka refleksji na temat tego czasu..

Po pierwsze- nie zamierzamy się już przestawiać na "zwykłe" jedzenie. Na początku, kiedy nie do końca jeszcze było wiadomo, na co możemy sobie pozwalać, a na co nie, nasze posiłki było nieco monotonne. Teraz jemy fantastycznie pomimo, że odstawiliśmy z naszego menu kilka rzeczy na zawsze. Poznaliśmy za to kilkakrotnie więcej nowych, które z powodzeniem nadrabiają za tamte. Większość tradycyjnych, lubianych przez nas potraw da się przerobić na montignacowe, a te których się nie da i tak jemy od czasu do czasu ;)

Po drugie- efekty.. Pierwsze kilogramy poleciały jak burza, później, w miarę dochodzenia do prawidłowej wagi zaczęło zwalniać.. Moja Druga Połowa schudła 25 kg, ja 21. Lepsze samopoczucie, kondycja, wyniki badań, ciśnienie. Jedynym minusem jest to, ze cala garderoba do wymiany, bo nawet ciuchy z czasów przed przytyciem jakieś takie duże.. Ja, jak to kobieta, chce "jeszcze troszkę" schudnąć, niemniej przy wzroście 176 cm zaczęłam kupować ciuchy w rozmiarze 38. Niedługo będę mieć znowu problem, bo wszystko, co dobre na szerokość zaczyna być za krótkie.

Po trzecie- nie akceptowałam zasad, bo po prostu są - zasady musiałam zrozumieć. Popularne fora MM przyprawiały mnie o białą gorączkę, bo teorie głoszone przez tamtejszych ekspertów powalały niekonsekwencją. Także- polecam podchodzić do wszystkiego z rozsądkiem. Tak jak pisałam- u mnie teorii nie będzie, pokazuje przepisy, które są poprawne pod względem łączenia składników i indeksów glikemicznych. Skomponować zbilansowane dzienne menu każdy musi sam, biorąc pod uwagę osobiste "mogę", "musze" i "nie wolno mi". Zresztą, chyba każdy rozumie, ze jedząc sernik na czekoladowym spodzie (na zdjęciu) trzy razy dziennie raczej sie nie schudnie..

Przy okazji polecam to forum- wg mnie jest to najrozsądniejsze montignacowe miejsce w polskiej sieci. Dodatkowo jest tam mila atmosfera, co również ma znaczenie- można bez ryzyka zostania wyśmianym ( zdarzyło mi się to na innym forum, mimo, ze pytałam w specjalnym do tego dziale dla początkujących) wyjaśnić nurtujące nas kwestie i wątpliwości.

Po czwarte- ideałem montigniacowania to my nie byliśmy. Nawet nie próbowałam odstawić kawy, w rekomendacji co po picia wina pominęliśmy informacje o jednym kieliszku ;) Natomiast zawsze było to tylko wino wytrawne, żadne inne alkohole. Nigdy nie przeliczaliśmy ilości białka w stosunku do wagi- jadamy do syta. Nie polecam podążania tym samym śladem, bo w przypadku innej osoby może okazać się to kompletną porażką. Niestety- trzeba sprawdzić, na co można sobie pozwolić, a na co nie. Patrzeć na wyniki i modyfikować zwyczaje, jeśli efektów brak. U nas codzienne wciąganie montignacowych deserów zatrzymało spadek wagi. Przy ograniczeniu ich do jednego czy dwóch na tydzień waga znowu szła w dół.
Zdarzają nam się okazjonalne grzechy- święta, imprezy, czy po prostu "smaki" na coś. Postanowiliśmy pozwolić sobie na nie, właśnie dlatego, że są okazjonalne.

Z plusów mogę wymienić to, ze cukier jako zwykły cukier, plus ten ukryty w produktach odstawiliśmy stuprocentowo. Zakupy zajmują nam 5 razy więcej czasu, bo cukier ukrywa się wszędzie, ale z czasem robi się je automatycznie. Warzyw w posiłkach jemy zdecydowanie więcej niz "innych" składników. Są one natomiast podane w ten sposób, ze chce się ich więcej i więcej. Ze smakiem. Nie jako liść sałaty skropiony oliwa, bo na takiej diecie nikt długo nie pociągnie. Kupiliśmy chyba z 6 książek z przepisami Montignaca, które moja Druga Polowa często stosuje, a ja zwyczaj używam ich jako inspiracji do stworzenia czegoś nowego.

I ostatnie- cieszy mnie bardzo tak pozytywny odbiór mojego bloga- dziękuję za komentarze, maile, odwiedziny. Z założenia miało to być miejsce dla rodziny i przyjaciół, którzy domagali się przepisów, a stało się całkiem popularnym, choć nadal jeszcze małym blogiem. W najbliższym czasie pojawią się tłumaczenia przepisów na angielski, bo więcej czasu zajmuje mi wyjaśnianie, co tłumacz google miał na myśli, niż pisanie ich w dwóch językach ;) Po drodze tez blog zaliczył mały atak demagogii ekstremalnej. Ufam, że informacja, ze takie zagrania nie są tu mile widziane trafiła do odbiorcy i próbnie wyłączam moderacje komentarzy w nowych postach- mam nadzieje, że uda nam się powrócić do kulturalnej wymiany poglądów, której nie ma potrzeby cenzurować.

I to tyle- dotarł ktoś do końca? ;) 

środa, 18 kwietnia 2012

Indyk ze śliwkami


Indyk ze śliwkami, w przeróżnych konfiguracjach, zawsze był stałym elementem naszego jadłospisu. Najczęściej w postaci udka z indyka duszonego ze śliwkami. Tym razem poszłam na łatwiznę- steki z indyka, żadnych kości do wycinania ;) IG śliwek suszonych są na różnych stronach waha się w okolicach 29-39, więc ja wybieram tą opcję, według której plasują się one w grupie >35. W moich montignacowych książkach kucharskich śliwki są połączone z mięsem.
  • 4 steki z indyka;
  • 10 suszonych śliwek;
  • pół do jednej szklanki wody;
  • sól i przyprawy:czosnek, cebula, ostra papryka.
Steki z indyka oprószamy solą i przyprawami. Wrzucamy do naczynia żaroodpornego dodając śliwki i wodę (tak, żeby dochodziła do najwyżej ułożonych kawałków mięsa). Pieczemy pod przykryciem 30-40 minut w temperaturze 180°. Po przestygnięciu wyjmujemy steki, kroimy na małe kawałki, a sos ze śliwkami blenderujemy na prawie gładką masę. Ewentualnie dosalamy, jeśli sos okaże się za słodki. Wrzucamy mięso do sosu i ponownie pieczemy pod przykryciem do całkowitego nagrzania (10-15 minut). Podajemy z quinoa (komosą ryżową), która dzięki wysokim wartościom odżywczym i niskim IG może być spożywana zarówno z posiłkami tłuszczowymi jak i węglowymi, oraz z surówką (która na zdjęcie się nie załapała).


Steki przed pieczeniem można wrzucić na chwilę na rozgrzaną, lekko posmarowaną oliwą patelnię, żeby je przyrumienić- potrawa zyskuje dodatkowego, wyraźniejszego smaku. Można ją też ją przygotować na kuchence, w żeliwnym naczyniu- wtedy nie trzeba już przysmażać indyka na patelni. 

niedziela, 15 kwietnia 2012

Tartaletki


Danie na wynos ;) Na długą drogę samochodem, na lunch, na piknik. Tarty w małych formach sprawdzają się idealnie. Można je jeść bez podgrzewania, można je też wyprodukować w większej ilości, w różnych smakach i zamrozić. Przygotować sobie zdrowy i smaczny fast food, który zastąpi nam kupne kanapki.
Skład jest podobny jak w innych tartach pokazywanych przeze mnie.
  • nadzienie;
  • 200 gram serka twarogowego;
  • 5 jajek;
  • sól, przyprawy
Serek można zastąpić śmietaną, jogurtem naturalnym czy greckim. W zależności od tego, co jest w lodówce, co lubimy i możemy jeść.

Do nadzienia takich tart można wrzucać nieskończenie wiele kombinacji warzyw, mięsa i ryb. Podsmażone na oliwie pieczarki (lub inne grzyby), cukinie, bakłażany, cebule. Gotowaną fasolkę, kalafiora, brukselki czy brokuły. Świeże lub przetworzone pomidory, paprykę. Wędzone ryby. Wędlinę. Ugotowane lub podpieczone mięso z kurczaka lub ryby. Ogórki kiszone i konserwowe (uważając na kupne konserwowe- często są w zalewie z cukrem). Resztki w wczorajszego obiadu, pamiętając, że jest to danie tłuszczowe, więc nie wrzucamy do niego węglowodanów o wyższym IG. Można dorzucać różne sery, pamiętając jednak, że zwiększamy w ten sposób zawartość tłuszczu w posiłku.

Nadzienie układamy w mini naczyniach żaroodpornych, foremkach do muffinów, czy innych małych formach wysmarowanych delikatnie oliwą. Można oczywiście zrobić dużą tartę, jednak kawałki dużej tarty nie będą takie  stabilne i łatwe w serwowaniu, jak malutkie tarty. Serek, jajka i przyprawy (sól koniecznie, inne według gustu i zawartości tarty) miksujemy w wysokim naczyniu i wylewany do from na nadzienie.. Pieczemy 20 minut pod przykryciem w 170°C, po odkryciu dopiekamy do przyrumienienia.

Tartaletki ładniej "odchodzą" od wysmarowanej oliwą blaszki, niż od papilotek muffinkowych. Bez problemu można je odgrzewać- w piekarniku czy mikrofalówce, ale na zimno smakują równie dobrze. 

niedziela, 8 kwietnia 2012

Makowiec zawijany


Są takie potrawy, które po prostu "muszą" być na święta dla niektórych osób. Bo zawsze były..
Mojej Drugiej Połowie marzył się makowiec, ale taki zawijany, nie ciasto makowe. No to zrobiłam "mmakowca"! Zarówno moja Druga Połowa jak i goście byli zachwyceni efektem!

Najpierw przygotowujemy masę makową, bo te z puszek to 150% cukru w cukrze! 
Nie zużyłam całej masy makowej i w sumie nie potrafię podać proporcji. Miałam:
  • 250 g suchego maku;
  • 100 g śliwkowego dżemu bez cukru;
  • xylitol (lub inna forma słodkości) do smaku;
  • kilka kropel ekstraktu migdałowego;
  • 2 g agar-agar (roślinny odpowiednik żelatyny)

Mak na początku zalałam sporą ilością wody i zagotowałam, cały czas mieszając. Nie zassał całej wody, wiec nadmiar odlałam. Dorzuciłam dżem, ekstrakt i agar-agar, wszystko lekko zblenderowałam i na małym gazie zagotowałam raz jeszcze.

Totalnie eksperymentowałam i zachęcam Was do próbowania innych wersji- może wystarczy sam mak, woda, coś do słodzenia i agar-agar? Szczerze mówiąc smak dżemu nie był wyczuwalny.

Biszkopt jest zmodyfikowaną odpowiednio (ze względy na konsystencję) wersją tych biszkoptów.
  • 110 g zmielonych migdałów;
  • 70 g fruktozy;
  • 4 jajka podzielone na białko i żółtko;
  • 1 całe jajko.

4 żółtka ubić z fruktozą aż zgęstnieją. Dodać zmielone migdały i całe jajko (masa była za sucha bez jajka- wyglądała jak kruszonka- nie połączyłaby się gładko z białkami). Ubić białka i połączyć delikatnie z masą. Wlać do wyłożonej papierem do pieczenia formy (u mnie kwadratowa 24x24cm), piec do zezłocenia- jak na zdjęciu (około 15 minut w 180°)

Gorący biszkopt wyjąć z formy na ściereczkę do góry spodem, zdjąć papier, posmarować ciepłą masą makową i zawinąć jak roladę pomagając sobie ściereczką. Odstawić do wystygnięcia, agar-agar zwiąże masę, biszkopt przestygnie i całość stanie się całkiem stabilna. I gotowe!

Następnym razem wezmę raczej większą formę na tą samą ilość składników, bo biszkopt był dosyć wysoki (ponad 1 cm), żeby "rolada" była bardziej zawinięta. Żeby smak był dokładnie taki, jak drugiej połowie się marzyło na szybko zrobiłam lukier z 2 łyżek białka, ksylitolu i skórki z cytryny. Estetyki temu lukrowi zabrakło, bo był żółty, ale dążyłam do oryginału, gdzie takie makowce mają na górze lukier i kandyzowaną skórkę cytrusową.





Drugiego dnia ciasto nabrało troszkę wilgoci z masy i wręcz rozpływało się w ustach. Eksperyment uważam za bardzo udany!

piątek, 6 kwietnia 2012

Fishplacker wielkopiątkowy


Nie wiem, jak to się nazywa, bo dopiero to wymyśliłam. Wieżyczki z placków z cukinii, pieczonych bakłażanów i ryby (u mnie czarniak). Nie miałam pomysłu na postny obiad, miałam za to nadprodukcje placków z wczoraj. Zainspirowała mnie warzywna lasagne, którą z moja koleżanka przygotowywałam ostatnio z koleżanką na akcję "jedzmy warzywa". Kiedyś ją Wam pokaże, bo przepis jest genialny w swojej prostocie.
Potrzebować będziemy:
  • placki cukinowe;
  • filet z ryby dorszowatej;
  • bakłażan;
  • przyprawy: sól, czosnek;
  • oliwa;
  • ser do sklejenia konstrukcji ;)
Rybę i plastry bakłażana pieczemy na oliwie z solą i odrobiną czosnku. Układamy na przemian w wieżyczkach posypując lekko wiórkami sera. Całą konstrukcję wkładamy znowu do piekarnika na 5-10 minut. Podajemy z ulubionym sosem- u mnie własne pesto. Szybki i pyszny obiad, jeśli ma się wczorajsze lub zamrożone placki ;)

czwartek, 5 kwietnia 2012

Biała kiełbasa


Wiem, wiem nadgorliwość i przesada. Ale mam dobre argumenty- u mnie nie ma białej kiełbasy w sklepie na każdym rogu,  a żeby kupić dobrą musiałabym się wybrać do rzeźnika, który jest bardzo nie po drodze i to też nie jestem na 100% pewna, czy akurat by ją miał. Wiec w gruncie rzeczy tak było szybciej. Plus mamy kiełbasę bez żadnych wypełniaczy, glutaminianów i papieru toaletowego. I wesoło się ją robi, bo do napychania kiełbasek trzeba dwóch osób. ;)

  • 700 łopatki wieprzowej;
  • 300 boczku;
  • 3/4 łyżeczki pieprzu czarnego;
  • 2 łyżki soli;
  • 2 duże ząbki czosnku;
  • 3 łyżki majeranku (jak bardzo aromatyczny to 2 łyżki);
  • 3/4 szklanki wody.

    • jelita wieprzowe 
    Mięso i boczek pokroić na kawałki. Dodać przyprawy: sól, pieprz, roztarty majeranek i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Wszystko to przemielić maszynką do mięsa (ja użyłam największego posiadanego sitka ze standardowego zestawu. Dolać wodę, wymieszać, zostawić, żeby przeszło ;)

    Następny etap można pominąć, jesli zna się swoje preferencje smakowe, robi się kiełbasę którys raz z kolei, lub ewentulnie nie ma nic przeciwko spróbowaniu surowego mięsa. Ja mam ;) - dlatego po 15 minutach mieszam mięso jeszcze raz, formuje malusieńki kotlecik i smaże, żeby spróbować, czy wystarczy soli i przypraw. Nie ma nic gorszego jak mdła biała kiełbasa. Ilości przypraw podane w przepisie są już po mojej modyfikacji, więc lepiej na początek wrzucic mniej i próbować.

    Jelito wieprzowe (z allegro, lub jak sie ma szczeście to kupione od lokalnego rzeźnika ;) ) przepłukać wodą. Nałożyć jelito na nakładkę do maszynki do mięsa ( ta biała część na przodzie zdjęcia) i napełniać przemielonym kolejny raz mięsem. Zostawiłam sitko pod spodem lejka, bo normalnie część mięsa mieli się 2 razy. Żeby formować kiełbaski trzeba je przekręcać. I najlepiej odcinać je co jakiś czas, wiązać supeł, żeby po późniejszym dzieleniu na porcję kiełbaski nie powyłaziły. Ja wpadłam na to dopiero, jak chciałam część odłożyć do mrożenia.
    Przed podaniem parzyć w gorącej wodzie (nie ma wrzeć) około 30 minut.  U mnie część wyląduje w kompletnie niedietetycznym żurku. ;) 

    Aktualizacja: kiełbasa wyszła w smaku idealna, ale następnym razem mięso zmiele tylko raz, bo konsystencja jest jak dla mnie zbyt "gładka".

    wtorek, 3 kwietnia 2012

    Placki cukiniowe

    Pieczony placek cukiniowy, pomimo tego, że pyszny, pozostawił pewien niedosyt. Bo w gruncie rzeczy to cukiniowa zapiekanka była. Natomiast smak był bardzo dobry, na tyle, by eksperyment powtórzyć i przedstawić mojej Drugiej Połowie, która placki ziemniaczane uwielbia. 
    Głowna porcja cukinii wylądowała znów w naczyniu żaroodpornym, pozostała w dwóch miseczkach w ilościach wystarczających na 2-3 placki. Do pierwszej miseczki dodałam 2 łyżki mąki z ciecierzycy. Smażone na oliwie nie sprawiały najmniejszego kłopotu- nie przywierały, odwracały się bez najmniejszego problemu. Smak - rewelacja- lepsze niż pieczone, bo takie bardziej... plackowe ;) Nie było czuć tego charakterystycznego smaku mąki z ciecierzycy, który tak bardzo przeszkadzał nam w pizzy z niej zrobionej. Pewnie dlatego, że w stosunku do cukinii mąki z ciecierzycy było niewiele.


    Do drugiej miseczki wrzuciłam zmielone blenderem 2 łyżki czerwonej soczewicy. Blenderowa przystawka siekająca daje radę ziarnom soczewicy. Ponownie- smażenie bez problemu, nic się nie rozpadało przy odwracaniu , a smak według mnie lepszy, niż z mąką z ciecierzycy.


    Także tym razem- plackowa eureka ;) Ja wybieram z soczewicą. Mojej Drugiej Połowie smakowały obie wersje, powiedział nawet, że bardziej niż ziemniaczane, ale myślę, że było to pod wpływem radości, że da się zrobić całkowicie poprawne montignacowe placki. Według mnie są równie dobre jak ziemniaczane. A z najlepszym na świecie gulaszem mojej mamy.. mmmm...

    niedziela, 1 kwietnia 2012

    Sałatka z kozim serem, wołowiną i sosem czosnkowym


    Kolejny objaw smaku na "coś". Zachciało mi się czegoś a'la shoarma. A że klimatu na wielkie gotowanie nie miałam zrobiłam zrobiłam sałatkę. Dziwnym, jak na mnie, składnikiem są oliwki, ponieważ ich nie lubię ;) 
    Moja przyjaciółka powiedziała kiedyś, że dopiero 16 oliwka smakuje- ja zjadłam ich o wiele więcej i jakoś do nadal nie mogę się przekonać. Te natomiast są inne w smaku- tak jakby kiszone, dlatego znalazły się w mojej sałatce. 
    • poszatkowana sałata lodowa;
    • pokrojone pomidory koktajlowe;
    • oliwki;
    • podsmażona z ulubionymi przyprawami wołowina (u mnie sól, czosnek i peperonchino);
    • przypieczony ser kozi;
    • szczypiorek;
    • ulubiony sos - np sos czosnkowy
    Wołowinę pokrojoną w paseczki smażymy jak tak, żeby przypiekła się z zewnątrz. Czym cieńsze kawałki tym łatwiej to wykonać bez "przesuszenia" mięsa. Mięso nie musi być gorące, kiedy dodajemy je do sałatki- na zimno smakuje równie dobrze. Natomiast sałatka powinna być podana natychmiast po wyjęciu sera z piekarnika.


    Ser kozi po upieczeniu jest chrupiący na zewnątrz, kremowy w środku w obwodzie, w samym środku ma taką twarogową konsystencję.  Tajemnicą ładnego podania jest to, że zapiekamy odcięte "końcówki" sera, tak że skórka jest również pod spodem. Inaczej ser rozpłynie się nam w naczyniu. A kombinacja składników tej sałatki i sosu czosnkowego jest po prostu przepyszna.